Alternatywne metody wchodzą do kawowej mody

Wielu z nas, a śmiem twierdzić, że większość, wykorzystując w sobie nieskończone pokłady lenistwa, wyciąga w stronę ekspresu palec wskazujący i dotykając „magicznego” guziczka otrzymuje świetną, dobra lub co najmniej przyzwoitą kawę. A dotykając dwa razy, nawet ze słabego espresso otrzymamy całkiem znośne cappuccino, latte lub kawę z
mlekiem.

Jednak, aby odkryć prawdziwe bogactwo kawowego świata, należy spojrzeć życzliwym okiem w kierunku alternatywnych metod parzenia i całej ceremonii z tym związanej. A ceremonia to nie wspominany wcześniej magiczny guzik, lecz rytuał związany z mieleniem (dobry młynek i odpowiednia grubość), ważeniem (dokładność), dopieszczaniem (ortodoksyjność) i co jest bardzo ważne zaparzenie z wykorzystaniem bardzo dobrej wody o odpowiedniej temperaturze. Jednak w dobie technicznie zaawansowanego świata, wystarczy ustawić w czajniku temperaturę i woda z „guzika” ma idealną temperaturę.

Skoro przebrnęliśmy przez przygotowania i zdążyliśmy się już z tym oswoić i przyzwyczaić, to pozostaje nam do wyboru tylko sprzęt do „alternatywy”, przy czym wybór mamy duży, począwszy od w miarę prostego French press’u, poprzez bardziej skomplikowane: aeropress, drip, chemex, a skończywszy na syfonie.

Każda z tych metod oferuje nam inne wrażenia smakowe i niesie z sobą wiele niespodzianek, ale smak kawy tak przygotowanej, nie dość że przenosi nas w świat najlepszych baristów i cudownych kawowych miejsc, to pozostawia w ustach to coś – nieosiągalny dla ekspresu bogaty smak i to niepowtarzalne odczucie zwane mouthfeel.

Przepraszam, że mój tekst nie zawiera szczegółowych informacji technicznych, zawierających wagi, ilości i sposobów przygotowania kawowych perełek. Moim celem było zachęcenie Was do spróbowania czegoś nowego, zjawiskowego i przede wszystkim czerpania z tego przyjemności.

Dla bardziej dociekliwych czytelników chcących pogłębić „techniczną” wiedzę polecam stronę: parzenie-kawy.pl, na której znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.