Drip like a drop

Czasami zastanawiam się dlaczego wolę wypić kawę zaparzoną alternatywnym sposobem, a nie po najmniejszej linii oporu udać się do „coffee shop’u” – (tak skrótowo i dwuznacznie nazywam kawiarnie) i wypić całkiem przyzwoicie, albo świetnie zaparzone espresso?
Znam takie miejsca, gdzie dobra kawa parzy się w inny sposób i to tak, że jej smak onieśmiela i zachwyca.
Jednak, kawa zaparzona moimi rękami i w sobie tylko znany sposób czyli z czułością, pietyzmem i zachowaniem ceremoniału, smakuje zdecydowanie lepiej.
Tak wiem, klimat i atmosfera kawiarni jest nie do zastąpienia, ale smak jest mój….

Dlatego dzisiaj, wsłuchując się w wiejący wiatr i zastanawiając się nad doborem muzyki, zamierzam napisać trochę o jednej z metod parzenia kawy. Mam nadzieję, że wiatr za oknem nie rozwieje moich myśli i wszystko, co napiszę będzie zwięzłe, jasne i czytelne.
Drip V60
Na wstępie zaznaczę, że nie będzie to opis how to…, ponieważ takie informacje w internetowym świecie można bez trudu znaleźć, jednak dla „leniuszków” podaje fajnego bloga – parzenie-kawy.pl – tam wszystko opisane jest krok, po kroku.

drip

Najciekawsze określenie wyglądu V60 to: ścięta góra rakiety komicznej z nagwintowanym wnętrzem, wykonana z porcelany z doklejonym na czubku spodkiem z okrągła podstawką, która nie znalazła się tu przypadkowo, ponieważ służy do położenia na ulubionej kawowej filiżance.
Spodek, rakieta – kosmiczne określenia, jednak kosmiczna jest zaparzona w dripie kawa, której delikatność, smak, aromat, głębia oraz lekkie body, zabiera nas w podróz po magicznych kawowych krainach, i to za pomocą ziemskich wynalazków. Spróbujcie koniecznie a zachwycicie się na pewno.