Kenijskie owoce

Zastanawiałem się dzisiaj, gdzie rozpocząć kawową podróż, na której plantacji się skupić, lub dokładniej, którą plantacje odwiedzić i w którą kawą się zachwycić? i tak siedząc wśród kawowych jutowych worków, przypomniałem sobie coś, co wywarło na mnie niesamowite wrażenie i przeniosło do miejsca, w którym w południe bliskość Słońca jest nie do zniesienia, a wieczór daje odpocząć, jest rześki, przejrzysty i orzeźwiający. To miejsce, w którym krajobraz nie ma sobie równego na całym świecie. To niesamowite kawowe miejsce, to Kenia, a kawa, którą wspólnie wypijemy pochodzi z gór ogromnych, malowniczych i tajemniczych, urozmaiconych długimi dolinami, gęstymi chaszczami, zielonymi zboczami i skalistymi urwiskami, nie mówiąc już o niezliczonych źródłach i strumieniach, w których przegląda się gorące afrykańskie słońce.
Kawy afrykańskie, to podobno nowofalowa klasyka. Jednak tę klasyczną nowa falę zapoczątkowała już Karen Blixen, wspaniała pisarka i prekursorka kenijskich plantacji.

Picture of a coffee plantation at the Hacienda Villa Martha in the municipality of La Gloria, department of Risaralda, Colombia, taken on August 12, 2011. Colombia is recognized worldwide for its high quality coffee. AFP PHOTO/LUIS ACOSTA ---- MORE PICTURES IN IMAGE FORUM (Photo credit should read LUIS ACOSTA/AFP/Getty Images)

Rozpisałem się troszkę, nie zdradzając co dzisiaj wypijemy razem, a wypijemy oczywiście kenijską kawę z regionu Muchagara.
Jeszcze pozwolę sobie na mała dygresję „smakową”.
Moim skromnym zdaniem opisywanie smaków kawy, jest bardzo subiektywne, ponieważ biorąc pod uwagę, to że każdy ma w sobie to coś (smakowe), co daje mu pełna swobodę w indywidualności i niezależności smakowej percepcji, więc ja autor tego kawowego bloga, będę egoistycznie subiektywny przedstawiając Wam moje kawowe smaki.

Wypalona, otworzona i zmielona..

Po otwarciu ładnego czarnego opakowania z biały etykietą palarni, otoczył mnie piękny owocowo – czekoladowy aromat z delikatna kwiatowa nutą i jak zwykle urzekły bardzo kształtne, średnio wypalone ziarna.
Zmielenie, to jednak eksplozja owocowo kwiatowych aromatów z przewagą jaśminowych kwiatów.
A co stało się z czekoladowym otwarciem? Ulotniło się jak poranna kenijska mgła nad kawowymi plantacjami.

Zaparzenie – zaparzyłem ta kawę klasycznie w dripie V60, co bardzo uwypukliło owoce, a szczególnie morele i cytrusy z wiśniowym lekko gorzko czekoladowym finishem.
Kawa zachwyca swoim delikatnym body, oraz cudownym orzeźwieniem.

kawa-malpa